Dziś zginął mój ukochany kocurek.
Został przejechany przez rozpędzone auto,które nawet się nie zatrzymało.
Szlag mnie jasny trafia,kiedy samochody tak pędzą i nie zwracają uwagi na nic.
Trudno mi się z tym pogodzić...Kochałam tego zwierzaka.
Teraz zostały mi tylko dobre wspomnienia.
Ale jak sobie pomyślę,że już nigdy nie dam mu kawałka bułki umoczonej w waniliowym serku,albo kiedy już nigdy nie wpuszczę go oknem do domu,to chce mi się płakać.
Mam nadzieję,że sprawca usmaży się w piekle.